piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 3.



 In time, you may regret your decision...

 ***
Rano 10.00


Obudziłam się z strasznym bólem głowy. Nic dziwnego po wczorajszej imprezie. Trapiło mnie tylko to co się wczoraj stało, że Maks jest zdenerwowany. Usiadłam na łóżku. Nie słyszałam na dole dziewczyn, co oznaczało, że jeszcze śpią. Postanowiłam zjeść śniadanie. Zeszłam na dół i zajrzałam do lodówki. Nie miałam dużego wyboru więc zrobiłam sobie tosty z serem. Po zjedzonym śniadaniu nie chciałam budzic dziewczyn, więc postanowiłam się przejść. Ubrałam się w ciepłe ciuchy, bo dziś jest pochmurnie i chłodno.





Włożyłam sobie słuchawki do uszu i szłam w stronę parku. Spuściłam na chwilę wzrok na dół i nie potrzebnie. Poczułam na sobie spływającą ciepłą ciecz. Cholera to chyba herbata ! Podniosłam wzrok i ujrzałam zakłopotanego chłopaka, zasłaniającego twarz rękoma. Opanowałam swoją złośc i czekałam na jego reakcję. Chłopak spojrzał na mnie.
-Bardzo przepraszam ! Nie chciałem. Przepraszam. Zagapiłem się.-uśmiechnęłam się. Widac, że się stresował. Chciałam go uspokoic.
-Nic nie szkodzi .-
-Przepraszam. Aaaaa…. Ale ze mnie debil.-wzdychał, szukając czegoś w kieszeni.
-Ale na serio nic nie szkodzi .-chłopak uśmiechnął się. Wyciągnął chusteczkę i zaczął wycierac nią moją zalaną bluzkę .-Spokojnie .-
-Jjj… jestem Jack .-wyciągnął w moją stronę rękę. Trochę się trząsł.
-Bella .-Uścisnęłam ja. Zachowywał się zupełnie inaczej niż chłopcy, których do tond spotkałam. Oni byli pewni siebie, aż za pewni w niektórych momentach, a on był… nie wiem jak to nazwac.
-Masz ochotę na kawę .-
-Czemu nie .-złapałam go pod rękę, na co on się zaczerwienił i poszliśmy w stronę pobliskiej kawiarni.

Świetnie mi się z nim rozmawiało, okazało się, że chłopak się nie dawno wprowadził na tą sama ulice na której mieszkam. Był po prostu miły. Wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy, ale musiałam go jeszcze trochę poznac.
-Muszę się już zbierac .-gdy to powiedziałam chłopak wstał i razem wyszliśmy z kafejki.
-Miało było cie poznac.-
-Mi ciebie też .-

-Zobaczę cie jeszcze ?-
-Tak przecież mieszkasz niedaleko, jak chcesz możesz mnie odprowadzic .-
-Z przyjemnością .-już się nie jąkał jak wcześniej. Myślę, że powoli się przekonuje i ja też.

Podczas drogi rozmawialiśmy o wszystkim, on opowiadał mi o dziewczynie, która mu się spodobała, ale się boi do niej zagadac. Natomiast ja opowiedziałam mu o Maksie. Gdy tak rozmawialiśmy przeszkodził mi głos klaksonu samochodowego. Odwróciłam się. W samochodzie siedział Maks. Wyszedł i zbliżał się do nas. Wiedziałam, że nie jest dobrze. Był zdenerwowany. Podszedł do Jacka. Widziałam jak podnosi pięśc.
-Niee..!-stanęłam między nim a Jackiem. –Jak chcesz uderzyc jego najpierw musisz uderzyc mnie !-bałam się, że uderzy mnie a potem jego. Nie wiedziałam do czego może być zdolny.
-Odsuń się szmato !-

-Jack zostaw nas samych .-chłopak zrobił jak mu kazałam. –Jak mnie nazwałeś ?-

Nic nie odpowiedział tylko złapał ,nie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Czego ode mnie chcesz ?-
-Co robiłaś z tamtym chłopakiem ?!-krzyczał, a ja nie miałam ochoty go widziec.
-Nie twoja sprawa !-
-Jak chcesz .-złapał mnie za rękę. Przycisnął do samochodu.
-Tak nie chcesz gadac to wsiadaj do samochodu !-zrobiłam jak kazał. Zbyt się go bałam by się sprzeciwic. Jechaliśmy nie odzywając się. Wyjęłam mój telefon. Chciałam zadzwonic, ale mi go wyrwał. Łzy same leciały mi po policzkach. Podjechaliśmy pod jakiś klub. Otworzył mi drzwi. Po co do cholery przywiózł mnie pod ten klub.
-Wysiadaj !-ciągle krzyczał, a ja bojąc się robiła co mi karze. Weszliśmy do środka. Podeszliśmy do jakiegoś stolika. Siedziała tam grupka chłopaków. On usiadł a ja się czułam zbędna w tym momencie. Kiedy on był zajęty gadaniem, odeszłam jak najdalej od nich, miejąc nadzieje, że w tym tłumie mnie nie znajdzie. Odeszłam jak najdalej tego miejsca. Chwila czy to An ! Nie to nie może być prawda.

*Oczami Harrego*

-Cześc poznajcie An.-Louis podszedł do naszego stolika z tą samą dziewczyną, o która się ze mną założył. Gdy dziewczyna zapoznawała się z Zaynem do mnie podszedł Lou.
-Ha… i co przegrałeś zakład .-
-Nie ja nigdy nie przegrywam. Udowodnię ci jeszcze ta dziewczyna  poleci na mnie !-
-Nie był bym taki pewny .-
-A ty co po co ci ona ?-
-Bo… bo chyba się w niej zakochałem .-odszedłem od nich i poszedłem w stronę baru. Gdy nagle zobaczyłem, tą samą dziewczynę co wczoraj.





Ale była jakaś smutna więc podszedłem do niej.
-Hej .-Uśmiechnąłem się.
-Hej. Znamy się ?-
-Nie pamiętasz tańczyłaś ze mną na ostatniej imprezie .-
-Niezbyt .-
-A tak w ogóle to  z kim tu jesteś ?-
-Z nikim .-
-Chcesz coś do picia .-podszedłem z nią do baru.
-Tak poproszę.-
-Dwa drinki .-dziwnie się zachowywał jakby się kogoś bała. Chciałem ją rozśmiszyc. Więc zacząłem się wygłupiac.



To pewnie dziwnie musiało wyglądac, ale chciałem zobaczyc jak się śmieje. Poskutkowało. Śmiałem się razem z nią. Trochę rozmawialiśmy. Ona jest inna niż te wszystkie dziewczyny.

Spojrzałem na nią. Jej twarz posmutniała.
-Co jest ?-wskazała tylko palcem na chłopaka idącego w naszą stronę. Było widac, że się wkurzył. Jeśli dobrze pamiętam to ten sam co mnie na tej imprezie uderzył. W co ona się wpakowała. Nie myślałem o niczym. Złapałem jej rękę i pobiegłem w stronę wyjścia. Wsiadłem szybko w samochód, ona również.
-Pojedziemy do mnie.-nic nie odpowiedziała zapięła pasy, a ja ruszyłem. Po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. 
-Masz ładny dom.-na odpowiedź posłałem jej uśmiech, a ona go odwzajemniła. Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.

-Mogę o coś spytac ?-
-Tak .-
-Co to za chłopak .-
-Od paru dni mnie p… prześladuje .-mówiła już prawie przez łzy.-Boje się .-zakryła rękoma twarz i płakała. Domyśliłem się, że z tym wiżą się złe wspomnienie, więc nie pytałem już o nic.
-Spokojnie już wszystko w porządku. Jesteś bezpieczna .-wtuliłem ją mocno w siebie.
-Pójdę  zaparzyc herbatę .-zostawiłem ją dosłownie na chwilę. Gdy wróciłem on już spała. Wyglądała tak  słodko. Przykryłem ją kocem. Coś mi w niej nie grało. Czemu tak się wczoraj zachowywała, a dzisiaj nic nie pamiętała.  Nie mogłem zrozumiec jak osoba, której nie znam nawet imienia może sprawic, że tak zależy mi na jej bezpieczeństwie. Zadzwonił telefon. To Louis.
-Tak…?-
-Co jest stary ?-
-Nic śpi…-
-Uuu.. i co zamierzasz z tym zrobic ?-
-Nic to tylko głupi zakład…




-------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest ;DD !! 3 rozdział. Przepraszam za błędy xd. Proszę o komentarze ;*

2 komentarze:

  1. Jezu jak zwykle świetne *O* ♥
    zostałaś nominowana! :D
    info http://various-fanfiction.blogspot.com/2013/08/the-versatile-blogger-award.html xx

    OdpowiedzUsuń