wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 5.



 Not all problems can be solved with pain ...


Coś mi się  chyba przywidziało. Czy to … Bella.

*Oczami Belli*
 
-O hej Rose .-
-Hej co ty tu robisz ?-i ujrzałam go. Tego chłopaka co mnie uratował ostatnim razem. Harrego.



Nic nie mówiłam o nim Rose, ale nie wiedziałam, że się spotykają. Dziewczyna szturchnięciem przywróciła mnie myślami do rzeczywistości. Nic nie mówiąc wskazałam palcem na chłopaka stojącego przy barze i zamawiającego drinki. Rose zrozumiała.
-Bella !-
-To cześc .-przytuliłam się z nią i poszłam do Maksa. On widziała łzy zbierające się w moich oczach. Musiałam coś wymyśleć, żeby wydostac się z tond jak najszybciej.
-Kto to był ?-ciekawski odezwał się pierwszy.
-Nie twoja sprawa .-
-Grzeczniej !-przyciągnął mnie do siebie za nadgarstek. Momentalnie pociekły mi łzy po policzku. Czułam na sobie spojrzenia wielu ludzi siedzących obok.
-Aałł… ! To boli !-spojrzałam w stronę mojej przyjaciółki i Harrego. Siedzieli no drugim końcu restauracji. Nie słyszeli i dobrze nie chciałam jej martwic. Zakłopotana usiadłam naprzeciwko Maksa. Nic się nie odzywałam, ale widział jego wzrok spoczywający na moich piersiach. Nie chcąc wywołac zamieszania siedziałam i nie mogłam nic zrobic, a do głowy przychodziły mi same debilne plany. Wreszcie mam najsensowniejszy jak mogłam w tej chwili wymyślec. Bałam się do czego on jest zdolny i co może tu zrobic.

Dobra do roboty. Wzięłam nuż pod stolik i z wielkim bólem zaczęłam rozcinac sobie rękę. 


W pewnej chwili upadł mi na podłogę. Podszedł kelner z jedzeniem i zauważył nuż. Spojrzał na mnie, a ja w tej chwili wyjęłam zakrwawioną rękę. Zaczęła się panika. Chłopak zabrał mnie na zaplecze. Na szczęście Maks został przy stoliku.
-Co ty sobie zrobiłaś dziewczyno .-głupio mi było, ale musiałam. Nie miałam innego pomysłu na plan ucieczki. Łzy cisnęły mi się do oczu aż w końcu nie wytrzymałam i pękłam.
-Spokojnie poboli i przestanie .-miałam ochotę mu powiedziec o co mi chodzi. Nie musiałam, ponieważ gdy spojrzał mi w oczy wiedział o co chodzi. –Pomogę ci .-gdy opatrzył rękę pociągnął mnie w stronę tylnych drzwi.
-Co mu powiesz ? On nie da ci spokoju .-
-Coś wymyślę .-
-Dziękuję .-przytuliłam chłopaka i wybiegłam. Biegłam jak najdalej tego miejsca. Strasznie się bałam. Dzisiaj o mało co mnie nie pobił. Już nie wiem co mam zrobic, żeby zmów czułc się  bezpiecznie. Wcześniej taki nie był, jeszcze trochę a bym się zakochała w tym dupku !
Dobiegłam do lasu. Nie wiedziałam gdzie jestem, ani co dalej robic. Usiadłam opierając się o drzewo. To już koniec. Schowałam twarz w ręce, ale tym razem nie płakałam. Usłyszałam czyjeś kroki. Tylko nie to gdzie ja się schowam. Przesunęłam się wokół drzewa. Raz, dwa, trzy! Biegłam ile sił w nogach, wymijając drzewa. W lesie robiło się coraz ciemniej, ale ja byłam na tyle zdesperowana i nie ustawałam w biegu. Ten ktoś się zbliżał, a ja byłam pewna, że to Maks. Aaaałł… Krzyczałam w duchu. Przewróciłam się o pienik. O nie on jest coraz bliżej. Wstałam jak najszybciej umiałam. No i nie potrzebnie, bo znów się wywaliłam. Tym razem chyba złamałam nogę. Leżałam. Nie miałam już siły biec. Słyszałam jego oddech. Gwałtownie się odwróciłam, by kopnąc go w krocze, ale w ostatniej chwili się zatrzymałam i mój cios padł na nogę Harrego ?
-Ooo… przepraszam, przepraszam !-chłopak się wzdrygnął. Było widac, że mój cios nie wiele go zabolał.
-Ty lepiej powiedz jak twoja noga .-strasznie mnie bolała. Był cały zdyszany. No nic dziwnego.
-Wszystko jest w porządku .-wstałam udając, że nic mi nie jest. –A ty nie z Rose ?-
-Nie ona zabrała się z An i kazała mi cie odwieźc do domu .-nie chciałam robic kłopaotu.
-Sama dała bym sobie radę .-
-Tak ? No to proszę .-i ruszył w stronę wyjścia z lasu. Kurde cholernie boli ta noga. Złapałam się drzewa i zaczęłam dosłownie przeskakiwac między nimi. Jak każdy z moich pomysłów kończy się źle tak ten musiał nieśc za sobą złe skutki. Poślizgnełam się na liściu i wpadłam w małą dziurkę między korzeniami. I oczywiście ten z przodu to usłyszał. Odwrócił się i jak mnie zobaczył zaczął się śmiac.
-Czego się śmiejesz !-łzy spływały mi po policzku z bólu, a on się ze mnie nabija.
-Daj pocałuję. Gdzie cie boli ?-podszedł do mnie i pomógł mi wstac.
-Wiesz obejdzie się bez tego .-
-Dasz radę iśc ?-
-No …-próbowałam postawic krok, ale jak to ja nie udolnie i gdyby jego tu nie było znowu siedziała bym  w tej dziurze.
-Taa… właśnie widzę .-złapał mnie jedną ręką pod kolana, a drugą podłożył pod moje plecy.
-Ej !...-
-No co zanim byś się ruszyła szliśmy by strasznie długo .-już się nie odezwałam. Miał racje gdyby nie on, mocowała bym w kotlince. Doszliśmy już do drogi, gdzie stał samochód chłopaka.
-Teraz do szpitala .-co tylko nie szpital. Ale musiałam, bo moja noga była chyba złamana.
Harry włożył mnie do samochodu i usiadł na miejscu kierowcy. –Co to za głupi pomysł ?
-Co o co ci chodzi ?-
-No z ta ręką ?-no tak. Ale co się czepiał przynajmniej mu uciekłam tak to nie wiem co by się ze mną działo.
-Nie mogłam nic innego wymślec .-chłopak odpalił samochód. Gdy ujechaliśmy trochę drogi odezwał się.
-A ten pocałunek …-
-Nie przejmuj się to było przez przypadek. Nie musisz się obawiac nie powiem jej .-nie chciałam zepsuc związku mojej przyjaciółki. Co prawda mało się znamy i może to dziwne, ale mam wrażenie jak byśmy się znały od przedszkola. Po 15 minutach dojechaliśmy pod szpital.
Chłopak pomógł mi wyjśc z samochodu i razem weszliśmy do środka.
-Dziękuję ci za wszystko .-podałam mu rękę.
-A ty co myślisz, że się mnie pozbędziesz ?-
-No dziękuję ci już nie musisz ze mną tu siedziec dam sobie rade .-
-Nie ma mowy wchodzę z tobą !-wziął mnie pod rękę i weszliśmy do gabinetu.
Po 20 minutach wyszliśmy. Długo trwało bo miałam prześwietlenie, ale na szczęście nie jest złamana tylko zwichnięta więc trochę w domu sobie posiedzę.
-Chodź odwiozę cie do domu .-
-Nie trzeba zamówię taksówkę .-spojrzał na mnie z groźną mina i już wiedziałam, że nie odpuści. –Dobrze .-wsiadłam i odjechaliśmy. Pod domem jeszcze raz podziękowałam i  weszłam do domu. A tu zaskakująca cisza.
-Już jestem .-nikogo nie ma, tylko dlaczego nie zadzwoniły. Weszłam do kuchni na blacie leżała karteczka :
 Ja nie wracam bo jestem u Nialla i zostaję na noc, a An jest u Louisa. Emily xx. ”.
No trudno, noc spędzę sama. Zaczął dzwonic telefon. Jack.
-Halo ?-
-Cześc .-
-Aaaa kompletnie zapomniałam o naszym spotkaniu ! Strasznie przepraszam !-
-Nic nie szkodzi. Mogę wpaśc teraz ?-
-Jasne czekam .-
Zdążyłam jeszcze garnąc trochę swój pokój. Utrudniała mi to trochę ta mi ta noga.
Zadzwonił dzwonek. Pobiegłam i otworzyłam drzwi.
-Hej proszę wejdź .-uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech. Przeszliśmy do salonu.
-Matko !!! Bella co ci jest ?!-
-Upadłam i zwichnęłam nogę .-
-A w rękę ?!-zaczęłam opowiadac mu o całej sytuacji z dzisiejszego dnia. On tylko uważnie słuchał. Właśnie z tego powodu go lubiłam. –Trochę człowieka niema a tu takie rzeczy się dzieją !-zaśmiałam się.
-Chcesz się czegoś napic ?-
-Tak .-poszłam zaparzyc herbaty i resztę wieczoru gadaliśmy i oglądaliśmy horror. Uwielbiam oglądac horrory, a zwłaszcza wtedy gdy mam się do kogo przytulic.
-Boisz się ?-
-Nie czego .-w tym momencie oczywiście musiało coś wyskoczyc w skutek czego podskoczyłam.
-Choc tu .-Jack wtulił mnie w siebie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

*Oczami Harrego*
*Następny dzień rano*

Postanowiłem zrobic Rose niespodziankę i wynagrodzic jej wczorajszy dzień. To miał być dzień tylko dla nas, a wyszło jak wyszło. Ubrałem się i wsiadłem w samochód. Po drodze wstąpiłem po róże. Czerwona, bo takie lubi najbardziej. 
 



Chciałem ruszac, gdy zobaczyłem coś.
Zdenerwowany zacząłem iśc w ich stronę …


--------------------------------------------------------------------------------
Jeeeeej jest następny rozdział. Chcesz wiedziec co dalej skomentuj.
Twoje komentarze motywują :*

2 komentarze: