czwartek, 12 września 2013

Rozdział 9.



You can not run away his life. Face the problems and fight for what you love...
 
Chwila czy to jest … Czy to jest samochód Maksa. Wszystko wraca, a chciałam zacząc wszystko od nowa i myślałam, że on da mi spokój. Wyszłam na dwór. Podeszłam do samochodu, a chłopaka wyszedł z niego.
-Czego ty ode mnie chcesz ! Zostaw mnie w spokoju !-
-Nie dopóki nie będziesz moja .-złapał mnie za łokiec i przyciągnął do siebie. Próbowałam się wyszarpac, ale on był silniejszy. Tylko żeby dziewczyny tego nie widziały. Nie chcę by im coś się stało przeze mnie. Wciągnął mnie do samochodu.
-Zostaw mnie debilu !-krzyczałam.
-Jeśli nie chcesz być moja to nie będziesz nikogo !-widziałam w jego oczach złośc. Ruszył i jechał strasznie szybko. Ze strach trzymałam się siedzenia.
Przy nim miałam samobójcze myśli w głowie. Szczęście u mnie trwa krótko, ale za to problemów mam stanowczo za dużo. Czemu nie mogę życ jak An czy Emily ?
-Gdzie ty mnie wywozisz ?-
-Przekonasz się .-widziałam jak szybko zmienił swoje nastawienie. Na jego twarzy pojawił się  szyderczy uśmieszek. Moje serce waliło jak oszalałe. Tym razem nie mazgaiłam się jak jakieś dziecko.-Chcesz mnie zabic ?!-stanęliśmy na światłach, a ja bez waliki się nie poddam ! Teraz albo nigdy ! Otworzyłam drzwi i zaczęłam uciekac ile sił w nogach. Wszystkie samochodu na mnie trąbiły dopiero potem skapnęłam się, że nie idzie za mną. Co teraz? Zatrzymałam się na przystanku.
Zamknęłam oczy i to był ten moment w którym zaczęłam płakac. Te problemy mnie przerastały. Coś ukuło mnie w ramię. Obejrzałam się i zobaczyłam jego. Czułam jak tracę czucie w nogach i rękach. Obraz mi się rozmazał…

*Następny dzień*

Obudziłam się w czyjejś sypialni. Po chwili skapnęłam się, że jestem w domu Maksa. Nie mogła ruszac rękoma ani nogami. To był jakiś okropny koszmar z którego nie mogłam się wybudzic. Wszedł do pokoju z tacom na której znajdowało się jedzenie.
-Jak się spało skarbie .-
-Co ty mi zrobiłeś ?-miałam zaszklone oczy.
-Nic takiego, życzę smacznego kochanie .-on był chory psychicznie. Zostawił jedzenie i wyszedł. Moje ręce i nogi były przywiązane do łóżka. Na szczęście miałam drobną rączkę i udało mi się ja wyjąc dalej poszło łatwo. Musiałam się jakoś wydostac z tego cholernego domu. No tak telefon. Zabrał mi, a ja nie znałam innej drogi ucieczki. Zostało jeszcze okno. Podeszłam i otworzyłam je. Uuuf… W miarę nisko, więc może jest jakaś szansa. Stanęłam na parapecie. Zbliżał się do pokoju, bo słyszałam jak wchodził po schodach. Teraz albo nigdy…
Skoczyłam i nie zwracając uwagi na nic biegłam przed siebie aż dobiegłam do kawiarni. Mimo, że nie miałam butów i jedyne co na sobie w ogóle miałam to koszulka i majtki, ale musiałam szukac pomocy. Już miałam wejść gdy usłyszałam sygnał klaksonu samochodowego. Odwróciłam się i zobaczyłam samochód Harrego. Była też Rose. Wyszedł a z nim Rose. Podbiegła do mnie.
-Co ci się stało ?!-krzyknęła. Ja nie odpowiedziałam jej tylko spuściłam głowę. Dziewczyna zrozumiała i przytuliła mnie mocno. –Choc zabierzemy cię do domu .-wsiadłam z nimi i odjechaliśmy.

*Dom Harrego*

Weszłam do środka i usiadłam na kanapie.  Nie odzywałam się. Było mi głupio.
-Choc dam ci jakieś moje rzeczy na przebranie .-tak jak powiedziała tak zrobiłam.
-Nadal jesteś na mnie zła ?-
-Nie… Nie powinnam .-uśmiechnęła się i wtuliła mnie w siebie. –Ale powiedz mi tak szczerze. Czujesz coś do Harrego ?-
-Nie to już przeszłość .-
-Co zamierzasz zrobic ?-
-Chyba wyjadę. Jestem tutaj tylko kłopotem .-

*Oczami Harrego*

Zanim wszedłem do środka chwilkę stanąłem przy drzwiach i to co usłyszałem wstrząsnęło mną. Wszedłem i stanąłem przed nimi.
-Więc wyjeżdżasz ?-
-Tak. –tej odpowiedzi się obawiałem. Nie chciałem stracic żadnej z nich. –Odwieziesz mnie do domu ?-
-Tak nie ma problemu .-
Po drodze nie odezwałem się do niej. Ona również nic nie powiedziała. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu.
-I co dalej ? Uciekniesz ?-
-Tak nie mam innego wyjścia .-
-Nie. Masz. Zostań ! Nie możesz ciągle uciekac .-
-Owszem mogę .-otworzyła drzwi i wyszła, ale jeszcze zanim zamknęła dodała .-Dziękuję ci za wszystko .-gdy wyszła jakiś chłopak podszedł do niej.
-Cześc Kochanie .-pocałował ja lekko w usta.
 -Hej .-nie mogłem na to patrzec. Widząc to złoś i smutek mną kierowała. Nie wytrzymując presji odjechałem.

Cały czas chodziłem smutny i przybity. nie wiedziałem co zrobic i ta bezradnośc mnie przytłaczała. 


Nie mogłem zasnąc przez całą noc. Może lepiej jak dam jej odejść? Sam nie mogę zostawic Rose. Kocham ją i zostanę z nią.

*Oczami Belli*
*7.00*

Jesteśmy w drodze na lotnisko.
Mam ciągle obawy co do tego. Może Jack miał racje i nie mogę ciągle uciekac.  Przypomniał mi się Harry. Kochałam go, ale nie mogę go zmusic do tego by on również pokochał mnie. To jest jego wybór i jest słuszny. Sama bym siebie nie wybrała, a Rose jest wspaniała. Nie mogę stac na drodze do ich szczęścia. Ciągle nie jestem pewna co do moich uczuc do Jacka, ale wiem że na pewno się wszystko ułoży. Poczułam jak kilka łez spływa mi po policzku.
-Czemu płaczesz kochanie ?-
-A nic cieszę się, że zaczniemy życie od nowa .-posłałam mu uśmiech przcierając mokre oczy. On również się uśmiechnął. Kilka minut potem byliśmy już na lotnisku. Jeszcze wstąpiłam do toalety. Smutek przytłaczał moja duszę. Oparłam się o ścianę i zsunęłam się po niej na zimne płytki.Przyszedł do mnie Jack i wtulił mnie w siebie. Wiedział, że było mi ciężko. Po policzkach zaczęły spływac mi łzy. jedna po drugiej. 



------------------------------------------------------------------------------
No i odprawa. Czy to już koniec ? Czy już nigdy nie spotkam tych co są dal mnie ważni ?
Po odprawie ruszyliśmy do samolotu i zajęliśmy nasze miejsca. Ciągle uciekam od problemów. Czy nie było tak jak nie mogłam poradzic sobie z nałogiem ?
-Kochanie wszystko będzie dobrze. Zobaczysz …-

------------------------------------------------------------------------------
Nareszcie skończyłam ! Co zaczynałam go pisac to ktoś mi przeszkadzał. Ale już jest i następny postaram się dodac jutro.
Dziękuję tym co komentuję. Wasze komentarze motywują.
Jeśli czytasz to proszę skomentuj :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz