wtorek, 3 września 2013

Rozdział 7.



Happiness is short-lived. Do you keep them in long enough ...?

-Zostań ze mną …-chłopak w odpowiedzi pocałował mnie namiętnie. Gdy skończył posłałam mu uśmiech, a on zaniósł mnie na górę po schodach i położył na łóżku.  Zbliżył swoje ciało do mojego i delikatnie zaczął całowac moja szyję. Nagle pociłam lekki ucisk. Zrobił mi malinkę. Po chwili dotknął swoimi ustami moich. Włożyłam ręce pod jego koszulkę i zaczęłam jeździc po jego placach palcami. Zdjął moja bluzkę i to samo zrobił z swoją. Nie przestawał mnie całowac. Potem powędrował też spodnie. Leżałam już w samej bieliźnie. Myślałam tylko o tym…

***

Rano


Otworzyłam oczy i chciałam przekręcic się na drugą stronę. Jednak nie mogłam, bo byłam wtulona w Harrego. Przekręciłam się lekko by go nie obudzic, ale on już nie spał.

-Długo nie śpisz ?-

-Nie niedawno się obudziłem .-złapał moja rękę i zaczął po niej jeździc swoimi palcami. Spojrzałam na niego. Nasze oczy się zetknęły. Naglę przewrócił mnie pod siebie i namiętnie pocałował.- Ten dzień spędzimy razem .-dał mi buziaka w głowę i wstał. Ja zrobiłam to samo. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czyste ubrania. Poszłam do łazienki odśwerzyc się. Wyszłam zawinięta w ręcznik. Zdjęłam go i przebrałam się w czyste ubrania. Spojrzałam na Harrego, który się uśmiechał przygryzając dolną wargę.

-No co ?!-

-Nic moja śliczna księżniczko .-zaczerwieniłam się, na co on podszedł do mnie i pocałował mnie. Wziął mnie za rękę i razem zaszliśmy na dół do kuchni. –Zjemy na mieście .-nie zdążyłam nic powiedziec, bo on pociągnął mnie za rękę. Wyszliśmy na dwór. Zamknęłam dom i poszłam w stronę samochodu Harrego. Coś miałam na duszy, ale nie wiedziałam co. Ruszyliśmy.

-A gdzie dokładnie jedziemy ?-chłopak odwrócił się w moja stronę i się uśmiechnął. Położył swoją rękę na moim udzie, a ja położyłam na niej swoją. Nie uzyskałam odpowiedzi. Jechaliśmy jakieś pół godziny. Dziwiło mnie że dziewczyny jeszcze nie dzwoniły. Nie wróciły na noc. Pewnie są u chłopaków.

Dojechaliśmy. Loczek otworzył mnie drzwi i ruszyliśmy do restauracji. Po pliczku spłynęła mi łza. Było tu pięknie.
-Czemu płaczesz .-
-Ze szczęścia Harry .-chłopak przytulił mnie i namiętnie pocałował. Restauracja mieściła się w porcie. Podeszliśmy do barierki otaczającej pomost. Przejechała wzrokiem po okolicy.
-Cieszę się, że ci się podoba kochanie .-w tej chwili nie mogłam być szczęśliwsza. Od tak dawna nie czułam tego uczucia, które mi dziś towarzyszyło. Chłopak posadził mnie na barierce, a ja musnęłam jego usta.


Za każdym razem on odwzajemniał pocałunek. Zeszłam i stanęłam obok niego. Męczyło mnie pytanie co dalej ?
-Kocham cię .-spojrzałam na niego. Nikt mi nigdy takich słów nie mówił. Do moich oczu spłynęły łzy.
-Też cię kocham .-zaczęliśmy się całowac nie świadomi tego co się zaraz stanie. Po chwili odkleiliśmy się od siebie. Katem oka zobaczyłam ją. Była cała zapłakana.


-Rose poczekaj .-dziewczyna zaczęła biec przed siebie. Ruszyłam za nią .-Proszę poczekaj to nie tak !-obejrzała się i przyspieszyła. Biegłam ile sił w nogach. Szybka była. Wiedziałam, że się zastanawia co zrobic. Bałam się , że coś głupiego przyjdzie jej do głowy. No i wykrakałam. Rose stanęła i spojrzała się na mnie. Zbliżyłam się do mniej. Dzieliło nas dosłownie pięc kroków.  Zobaczyłam jak ostatnia łza spływa jej po policzku.
-Nigdy was nie zapomnę .-

 -----------------------------------------------------------------------------






Skoczyła. Rzuciłam się w jej stronę.
-Nieee …-krzyczałam. Podbiegł do mnie Harry. Gdy to zobaczył nie czekał na nic. Zdjął marynarkę i buty i rzucił się za dziewczyną. Zrobiła bym to samo, ale w tej chwili byłabym tylko problemem. Wyjęłam telefon i wykręciłam numer na pogotowie. Gdy skończyłam rozmawiac obejrzałam się za siebie. Stał tam loczek z dziewczyną na rękach. Nie ruszała się. Jej głowa zwisała z rak chłopaka. Usłyszałam karetkę. Byli już na miejscu i podbiegli do nas. Zabrali ją. Czy to już koniec ?

Ona na to nie zasłużyła. To ja powinnam znaleźć się na jej miejscu.

Harry podał mi rękę i razem weszliśmy do samochodu. Ruszył. Jechał naprawdę szybko, ale  w tej sytuacji  to było konieczne. 


***


Strach i smutek, to dzisiaj mi towarzyszyło. Strasznie się martwiłam. Na razie nie mogliśmy do niej wejść. Czekałam na korytarzu, a każda spędzona tam godzina się okropnie dłużyła. Ciągle się trzęsłam i płakałam. Harry tulił mnie do siebie. Gdyby nie moja głupota nic by jej się nie stało.

Wreszcie wyszedł lekarz. Podszedł do niego Harry i zaczęli rozmowę. Bałam się, że to co usłyszę strasznie mną wstrząśnie.
-Co jest ?-
-Ona … Jej serce… -
-Co ?!-

 -----------------------------------------------------------------------------






-Zatrzymało się …-moje w tej chwili tez stanęło. Zrobiło mi się słabo. Upadłam…
-Bella !-usłyszałam krzyk. Harry załapał mnie.
-Jest dobrze …-już się nie hamowałam. Zaczęłam ryczec jak małe dziecko. Nie zdając sobie sprawy. Miałam wrażenie, że jest przy mnie i mnie wspiera. Stałam na środku korytarza i wszyscy się na mnie patrzyli, ale mnie to nie obchodziło. Odeszła jedna z osób które mnie wspierały. Upadłam na kolana i schowałam twarz w rękach. Ból mnie rozwalał. Podszedł Harry i pozbierał mnie z tamta.
-Bella … Bella. Uspokuj się !-przestałam. –Zatrzymało się, ale… jest wszystko w porządku. –stanęłam ja wryta. Że co on powiedział? Nie umarła, a ja tu taki scenki odstawiam ? Ja kiedyś przez niego nerwy stracę ! Odetchnęłam dwa razy.
-Mogę ja zobaczyc ?-lekarz się chwile zastanawiał. Ale w końcu się zgodził. Weszłam do środka razem z Harrym. Podeszłam do jej łóżka. Leżała i patrzyła się w sufit. Odwróciła się w naszą  stronę gdy usłyszał trzaśnięcie zamykających się drzwi.
-Nie chcę was znac ! Wyjdźcie z tond !!-
-Ale Rose to nie… -
-Wynocha !!-wybiegłam z płaczem. Biegłam przez ulicę nie zwracając uwagi na jadące samochody. Dobiegłam do parku. Dużo tam parków. Zwolniłam. To straszne zakochałam się w osobie z która byc nie mogę. Stanęłam przy moście. Chodziły mi po głowie dośc ciekawe myśli. Czemu te szczęśliwe chwile trwają tak krótko ? Czemu najbardziej ranię osoby mi najbliższe ? Miałam dośc siebie. Jestem POTWOREM ! Moje życie w jednej chwili, za jeden głupi błąd stało się koszmarem. Chcę z tym skończyc. Stanęłam na poręczy od mostu. Nic innego nie zostało. Skoczyc czy nie ?

Usłyszałam czyjś głos wołający mnie. Odwróciłam się szybko, ale widziałam przez mgłę. To tylko chwila. Zemknęła mi się noga. Lecę…






-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
jeśli chcesz się dowiedziec co dalej skomentuj ;) Twoje komentarze motywują. I przepraszam za błędy, ale nie miałam czasu ich sprawdzic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz